NEWS
Kobieta urodziła jednocześnie 11 dzieci. Kiedy jednak lekarze przyjrzeli im się uważniej, ZAMARLI: to, co leżało przed nimi, wcale nie było dziećmi… Do sali kolejno wniesiono 11 przezroczystych łóżeczek. W każdym leżało ciasno owinięte niemowlę, któremu odsłonięta pozostała jedynie twarz. Kobieta uśmiechała się ze zmęczeniem, a jej mąż ze wzruszeniem powtarzał, że wydarzył się prawdziwy cud: na świat przyszło jednocześnie ośmiu chłopców i trzy dziewczynki. Mimo to w pomieszczeniu panowała dziwna cisza. Żadnego płaczu. Nawet cichego kwilenia. Nic z typowego poruszenia towarzyszącego noworodkom. Pielęgniarki wymieniały zaniepokojone spojrzenia, ale matka nie pozwalała nikomu dotykać dzieci. Twierdziła, że wszystkie głęboko śpią po przedwczesnym i niezwykle trudnym porodzie. Ordynator podszedł do pierwszego łóżeczka. Przez kilka sekund obserwował nieruchomą twarz niemowlęcia, a następnie przeniósł wzrok na pozostałe. Coś było nie tak. Rysy ich twarzy wydawały się zbyt podobne. A małe ciała pod ciasno owiniętymi pieluchami spoczywały w nienaturalnie sztywnej pozycji. Kobieta zauważyła jego wątpliwości i gwałtownie podniosła się z łóżka. Jej mąż zrobił krok naprzód, jakby chciał stanąć między lekarzem a łóżeczkami. Jednak lekarz zdążył już wezwać swoich kolegów. W sali zrobiło się tak cicho, że słychać było jedynie brzęczenie jarzeniówek na suficie. Jeden ze specjalistów założył rękawiczki i ostrożnie uniósł brzeg pieluszki. Nagle znieruchomiał. Potem sprawdził drugie łóżeczko. Trzecie. Czwarte. Z każdym kolejnym łóżeczkiem jego twarz stawała się coraz bledsza. Pozostali lekarze zgromadzili się wokół noworodków i pochylili, żeby przyjrzeć się im dokładniej. Kiedy zbadali całą jedenastkę, jeden ze specjalistów instynktownie cofnął się o krok. Pozostali stali jak skamieniali. Ponieważ to, co leżało przed nimi, wcale nie było dziećmi… 👇 Ciąg dalszy historii w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇
Kobieta urodziła naraz 11 dzieci. Ale kiedy lekarze przyjrzeli im się dokładniej…
Nie wolno wam ich dotykać!
Dwie pielęgniarki odsunęły się przestraszone, a lekarz uniósł rękę.
Proszę się odsunąć.
— To są moje dzieci!
— Nie — odpowiedział lekarz. — I właśnie na tym polega problem.
Powolnym ruchem całkowicie zdjął pieluszkę z pierwszego „noworodka”.
Jedna z pielęgniarek zasłoniła usta dłonią.
Pod materiałem nie było kruchego ciała dziecka.
To była medyczna lalka z silikonu.
Niezwykle realistyczna.
Skóra została pomalowana aż po najdrobniejsze żyłki, włosy wszczepiono jeden po drugim, a na powierzchni znajdowały się nawet niewielkie niedoskonałości, które z większej odległości mogły oszukać każdego.
Lekarz rozpiął drugą pieluszkę.
To samo.
Trzecią.
To samo.
Wszystkie jedenaścioro „dzieci” było lalkami.
— Co to ma znaczyć? — zapytała jedna z pielęgniarek.
Kobieta zaczęła płakać.
Jej mąż jednak nie wyglądał na przestraszonego.
Był wściekły.
— Wychodzimy — powiedział do niej.
Chwycił ją za ramię.
Ale drzwi sali się otworzyły.
Do środka weszło dwóch ochroniarzy.