NEWS
Ależ historia! Zobacz w komentarzu
Maja Chwaliśnka zalała się łzami po ostatniej piłce w półfinale! To zrobiła zaraz po awansie do finału
Na korcie Philippe’a Chatriera rozległa się potężna owacja.
Kibice skandowali jej imię, a hałas z trybun przez dłuższą chwilę utrudniał rozpoczęcie pomeczowego wywiadu.
Chodzi o Maję Chwalińską, która awansowała do finału Rolanda Garrosa.
Polka pokonała Dianę Sznajder po bardzo trudnym i emocjonującym spotkaniu.
Mecz od pierwszych minut był wyrównany.
Obie zawodniczki grały z dużą intensywnością i długo nie potrafiły zbudować wyraźnej przewagi.
O losach pierwszego seta zdecydował tie-break.
W decydującym momencie rywalka popełniła niewymuszony błąd z backhandu.
Piłka poleciała w aut, a Chwalińska wygrała pierwszą partię.
Po tej akcji publiczność zareagowała ogromnym aplauzem.
Na trybunach było czuć, że kibice oglądają coś wyjątkowego.
Drugi set przyniósł jednak dodatkowy dramat.
Przy stanie 1:2 Polka zaczęła wyraźnie odczuwać skutki przeziębienia.
Na korcie konieczna była przerwa medyczna.
Do zawodniczki podeszli lekarz oraz fizjoterapeuta.
Sytuacja wyglądała niepokojąco, bo Chwalińska była już po bardzo długiej serii meczów w tym turnieju.
Miała za sobą kwalifikacje, kolejne zwycięstwa i ogromne obciążenie fizyczne.
Mimo problemów zdrowotnych postanowiła kontynuować grę.
Nie tylko wróciła do rywalizacji, ale także potrafiła przełamać przeciwniczkę.
Jedną z kluczowych akcji zakończyła decydującym skrótem.
To zagranie pokazało jej odwagę, spokój i tenisową inteligencję w najważniejszym momencie.
Ostatecznie Polka wygrała 7:6, 6:4.
Po ostatniej piłce emocje eksplodowały.
Maja Chwalińska natychmiast zalała się łzami.
Ukryła twarz w dłoniach, jakby dopiero po chwili docierało do niej, że właśnie awansowała do finału turnieju wielkoszlemowego.
Transmisja Eurosportu pokazała ogromne zmęczenie polskiej tenisistki.
Widać było, ile kosztował ją ten mecz.
Było to zmęczenie fizyczne, ale też emocjonalne napięcie po jednym z najważniejszych spotkań w życiu.
Publiczność natychmiast zgotowała jej wielką owację.
Kibice skandowali imię Polki i pokazywali przygotowane transparenty.
Atmosfera na trybunach była tak głośna, że Mats Wilander miał problem z rozpoczęciem tradycyjnej rozmowy po meczu.
Aplauz przedłużał się, a prowadzący musiał poczekać, aż publiczność choć trochę ucichnie.
Kiedy w końcu zwrócił się do Chwalińskiej, podkreślił niezwykłość całej historii.
Zapytał ją, jak brzmi świadomość, że jest w finale Rolanda Garrosa.
To pytanie najlepiej oddawało skalę tego, czego właśnie dokonała.