NEWS
Mój brat poślubił dziewczynę ze wsi za opłatą. A następnego dnia po ślubie wydarzyło się coś, czego nie spodziewaliśmy się ani ja, ani moi rodzice… Szczegóły w linku w komentarzu 👇
Mój brat poślubił dziewczynę ze wsi za opłatą. A następnego dnia po ślubie wydarzyło się coś, czego nie spodziewaliśmy się ani ja, ani moi rodzice…
Przez chwilę byłem nawet zaskoczony, że wybrał nie piękną pannę, a zwyczajną osobę. Tak się złożyło, że na rok przed ślubem brat zaczął dochodzić sprawiedliwości w miejscu pracy i został całkowicie bez pracy.
Natychmiast przestał wynajmować mieszkanie i wrócił do posiadłości mojego ojca.I wtedy zaczęła się radosna zabawa! Kiedy byłem w pracy, w naszym mieszkaniu odbywały się imprezy.
cygara wypalone, a figowiec Nassau znalazł się w misce. Pamiętam, przyszedłem na służbę, wróciłem do domu i zobaczyłem śpiącego na sofie mężczyznę, około 45-letniego.
– Kto to, do cholery, jest? – Cicho! – mój brat grozi mi palcem – obudzisz mnie! – Co tak śmierdzi? Czy on się zesrał? – Nie śmierdzi ci, wiesz? Tym razem w przypadku fikusa, mojego ulubionego fikusa Benjamina, którego okazały grzbiet jest dobrym grzybem.
Generalnie jestem spokojną osobą, ale tu jest jakaś bomba. Mężczyznę obudzono i wypędzono. Kim on był, do dziś pozostaje tajemnicą. Po skandalu mój brat zaczął zachowywać się na stacji spokojniej. A miesiąc później pojechałem na wycieczkę za koło podbiegunowe. A potem wracam do domu, myślę domu, drogi domu, położę się teraz w wannie… Próbuję otworzyć drzwi i zdaję sobie sprawę, że są zamknięte w środku. Dzwonię. – Kto tam? – pyta kobiecy głos.
– To gospodarz mieszkania, proszę szybko otworzyć drzwi!
– Jakiego innego pana? Mieszkamy tu, teraz uciekajmy stąd!
Wołam brata, słyszę jakieś miauczenie, w wyniku czego drzwi się otwierają. Wchodzę i widzę śpiącą mademoiselle w szlafroku swojej matki i moich czepkach.
– A kim ty jesteś? – pyta mademoiselle.
– To ja! – Wskazuję palcem na swój portret wiszący na korytarzu.
– Ona umarła! – zrób cielęciu duże oczy.
– Jesteś na haju? Co do cholery umarło! No, ubierz się i wejdź, nie jestem w nastroju.
Bracie, widziałem różne dziwki, ale tak chamską i głupią widzę po raz pierwszy.
– Nigdzie się nie wybieram! Waham się! I dopóki nie przyjdzie Sasza, nigdzie nie pójdę!
I wtedy zdałem sobie sprawę, że w tym mieszkaniu naprawdę ktoś jeszcze mieszka. Kilka ceramicznych kotów, kilka drucianych koszyków, kobiece czasopisma… Zadzwoniłam do Saszkowej, na szczęście nie było na co narzekać, była już na miejscu i wszystko mi wytłumaczy.
W toku dalszych wyjaśnień dowiedziałem się, że to była jego nowa jałówka ze wsi, miała na imię Christina, była najwyraźniej cała i zdrowa, i żeby ją wysłać do piekła, musiałem wymyślić historię o tym, że umarłem, że mój brat jest smutny i że to jest jego mieszkanie. A potem założyła szlafrok matki, powiedziała, że w tym barze potrzebna jest ręka kobiety, że ona zrobi z Saszy mężczyznę, jednym słowem, że ta musi odejść i mieszka już z nami od 10 dni. I na początku Saszy to nie smakowało, ale teraz ma ochotę na kotlety i pasztety.
– To jest nasze wspólne mieszkanie! A co jeśli żyję z Chrystusem! Moje prawo!
– Hmm, i masz radio śpiewające! Ale jest jedno… nie pracujesz i nie żyjesz z mojego konta! Jesteś moim bratem, ale dlaczego mam się na niej mścić?
– Szukam pracy, więc przyjdź na rozmowę!
– Nie mam nic przeciwko spotkaniu z tobą, ale po jaką cholerę tu mieszkasz?
– Ma ważną sytuację w życiu!
Musiałem się nad tym zastanowić. Rzeczywiście, mieszkanie moich rodziców jest moją wspólną własnością, więc nie zdziw się, że zostało zarejestrowane na moje nazwisko. Nadal nie mogłem zainstalować Sashy. Postanowiła więc, że zobaczymy, co będzie dalej. Później przeklinałem siebie za tę bezczelność.