NEWS
Marek Belka chce ograniczyć dopłaty do leków dla seniorów posiadających własne mieszkanie. Starsi Polacy są oburzeni, bo czują, że po latach pracy mogą zostać ukarani tylko za to, że wciąż mają dach nad głową… Cała historia w pierwszym komentarzu 👇
Seniorzy z własnym mieszkaniem stracą dopłaty do leków? Plan Marek Belka rozwścieczył Polskę
W poniedziałek rano pani Halina poszła do swojej apteki na rogu ulicy. Trzy leki na ciśnienie, jedno opakowanie na serce, do tego tabletki na ból stawów. Położyła portfel na ladzie, spojrzała na ceny i zapytała cicho:
W projekcie zapisano to sucho: osoby posiadające nieruchomość mogą mieć „większą zdolność do samodzielnego pokrywania części kosztów leczenia”. Bez mocnych słów. Bez otwartej pogardy. Bez krzyku.
Ale w aptekach, na starych osiedlach i w facebookowych grupach emerytów zrozumiano to bardzo szybko.
Masz mieszkanie, to znaczy, że masz z czego płacić.
Mieszkanie na czwartym piętrze bez windy w Łodzi. Stary dom pod Krakowem, z dachem przeciekającym od poprzedniej zimy. Dwa pokoje, w których małżeństwo mieszka od młodości. Dla wielu starszych ludzi to wszystko, co zostało im po kilkudziesięciu latach pracy.
Teraz to samo może stać się powodem, by zabrano im część pomocy na leki.
Informacja rozeszła się rano. W południe telefony w biurach lokalnych posłów zaczęły dzwonić bez przerwy. Najczęściej nie dzwonili dziennikarze. Dzwoniły dzieci seniorów. Ludzie, którzy przeczytali wiadomość i od razu zadzwonili do matki, ojca, babci.
„Mamo, mieszkanie jest na ciebie?”
„Tato, jakie dopłaty masz przy lekach?”
„Jeśli to przejdzie, to co wtedy?”
Nikt nie miał jasnej odpowiedzi.
Biuro Marka Belki wydało później krótki komunikat. Napisano, że to nie jest oficjalna decyzja, a jedynie jeden z analizowanych wariantów. Podkreślono, że chodzi o to, by pomoc trafiała do najbardziej potrzebujących.
Tyle że to nikogo nie uspokoiło.
Bo starsi ludzie nie wściekli się na samą tabelę. Wściekli się na sposób, w jaki ktoś spojrzał na ich dom.
Jeden z mężczyzn z Gdańska napisał pod postem lokalnego portalu: „Pracowałem w stoczni trzydzieści osiem lat. To mieszkanie nie jest prezentem. To są moje plecy, moje płuca i moje kolana.”
Ten komentarz udostępniono tysiące razy.
Na małym targu pod Warszawą kilka emerytek rozmawiało o Belce przy stoisku z warzywami. Jedna mówiła, że jej kuchnia nie była remontowana od trzydziestu lat. Druga, że dom rzeczywiście jest na nią, ale leki co miesiąc kosztują prawie tyle, co jedzenie. Nikt nie używał słowa „polityka”. Mówiły prościej.