NEWS
Jest plan B – czas na “Kobre” 🐍- Trener Igi uczy ją właśnie …
Problemem nie jest tylko technika, ale powtarzalność
W tenisowym świecie często mówi się o korekcie ustawienia, pracy nóg czy wyrzucie piłki. To wszystko ma znaczenie, ale prawdziwa stawka jest jeszcze wyższa. Chodzi o to, żeby nowy ruch zadziałał nie tylko na treningu, lecz także pod presją, po gorszym gemie, przy break poincie albo wtedy, gdy ręka zaczyna lekko drżeć. Właśnie dlatego początek współpracy z nowym trenerem trzeba oceniać z dużą cierpliwością.
Wielu kibiców oczekuje efektu natychmiastowego. Chcieliby zobaczyć nową Igę już po kilku dniach pracy, najlepiej bez żadnych wahań. Tymczasem takie zmiany potrzebują czasu. Organizm musi nauczyć się nowego schematu, a głowa musi mu zaufać. Dopiero wtedy da się powiedzieć, że przebudowa naprawdę zaczęła działać.
Tu nie chodzi tylko o serwis
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że plan nowego trenera nie ogranicza się do jednego elementu. Widać, że chodzi o szerszą przebudowę najważniejszych uderzeń, tak aby gra Świątek była bardziej płynna i skuteczniejsza wtedy, gdy mecz zaczyna się komplikować. To logiczne podejście. Jeśli masz zawodniczkę światowego formatu, nie budujesz jej od zera. Szukasz miejsc, które mogą dać największy zwrot i poprawić to, co w kluczowych chwilach zawodzi najbardziej.
Właśnie dlatego ten etap może być dla kibiców jednocześnie ekscytujący i frustrujący. Ekscytujący, bo widać, że coś się dzieje. Frustrujący, bo nie wszystko zadziała od razu. Ale jeśli cały ten plan zacznie się zazębiać, efekty mogą być naprawdę bardzo ciekawe.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy to działa
Stuttgart był dopiero początkiem. Prawdziwa ocena przyjdzie dopiero wtedy, gdy Świątek rozegra kilka kolejnych spotkań i zacznie funkcjonować w nowym rytmie bez zastanawiania się nad każdym detalem. Wtedy dopiero będzie można powiedzieć, czy nowy trener naprawdę dotknął największego problemu i czy znalazł sposób, by go naprawić.
Na razie wniosek jest prosty. Nie ma jeszcze gwarancji sukcesu, ale jest plan. A to już bardzo dużo. Bo największe zmiany w sporcie rzadko zaczynają się od fajerwerków. Najczęściej zaczynają się od kilku detali, które potem nagle okazują się ważniejsze niż wszystko inne.
Źródło: przegladsportowy.onet.pl