NEWS
Sukces często jest przepłacony cierpieniem! Maja wypowiada się o mrocznej stronie sukcesu …. 😱
MAJA CHWALIŃSKA UJAWNIŁA MROCZNĄ STRONĘ SUKCESU. ZA PIĘKNYM TENISOWYM SNEM KRYJE SIĘ HEJT I GROŹBY
Wielki sukces, wielkie emocje i cena, o której rzadko się mówi
Maja Chwalińska po występie w Roland Garros stała się jedną z najgorętszych postaci polskiego sportu. Jeszcze niedawno jej nazwisko kojarzyli przede wszystkim wierni kibice tenisa, a dziś mówi o niej niemal cała Polska. Droga przez kwalifikacje, znakomite mecze w Paryżu i finał wielkoszlemowego turnieju sprawiły, że zawodniczka z Dąbrowy Górniczej znalazła się w centrum uwagi.
Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak piękna sportowa bajka. Młoda tenisistka walczy, przełamuje kolejne bariery, wraca do kraju jako bohaterka i odbiera zasłużone gratulacje. Są kamery, wywiady, uśmiechy, zdjęcia i pytania o przyszłość. Kibice cieszą się razem z nią, media śledzą każdy krok, a eksperci zaczynają mówić o nowym rozdziale w polskim tenisie.
Ale za takim sukcesem bardzo często kryje się druga strona. Dużo ciemniejsza, mniej widowiskowa i znacznie bardziej bolesna. Chwalińska w jednej z rozmów otwarcie przyznała, że od lat mierzy się z hejtem oraz groźbami. I właśnie ta wypowiedź mocno poruszyła kibiców.
„Od 17. roku życia” — słowa, które brzmią jak oskarżenie wobec internetu
Najbardziej wstrząsające jest to, że problem nie zaczął się teraz, gdy o Chwalińskiej zrobiło się głośno. Tenisistka powiedziała, że pogróżki i hejt pojawiały się już wtedy, gdy miała 17 lat. Trudno przejść obok tego obojętnie.
Siedemnaście lat. Wiek, w którym wielu młodych ludzi dopiero uczy się dorosłości, buduje pewność siebie, szuka swojej drogi i próbuje zrozumieć, kim chce być. A ona już wtedy musiała mierzyć się z wiadomościami, które nie powinny trafiać do nikogo — tym bardziej do nastolatki.
Sport z zewnątrz wygląda jak świat marzeń. Podróże, korty, turnieje, kibice, nagrody. Ale młody zawodnik bardzo szybko poznaje też jego brutalną wersję. Każdy wynik jest oceniany publicznie. Każda porażka może wywołać falę komentarzy. Każdy słabszy dzień staje się dla części ludzi pretekstem do wylania frustracji.
Tenisistki i tenisiści są łatwym celem
Tenis ma swoją specyfikę. To sport indywidualny, w którym zawodnik stoi na korcie sam. Nie ma drużyny, za którą można się schować. Nie ma kolegi, który przejmie część winy za przegrany mecz. Jeśli przegrywasz, twoje nazwisko świeci na tablicy wyników. Jeśli wygrywasz, chwała jest twoja. Jeśli przegrywasz — atak też często spada bezpośrednio na ciebie.
Do tego dochodzi jeszcze hazard. Niestety, wielu hejterów nie pisze dlatego, że naprawdę przeżywa sport. Piszą, bo przegrali pieniądze. Obstawią zakład, zawodnik przegra mecz, a potem frustracja trafia prosto do skrzynki tenisisty lub tenisistki. To patologiczny mechanizm, który od lat niszczy atmosferę wokół sportu.
Maja Chwalińska zwróciła uwagę, że podobne wiadomości dostaje praktycznie każdy tenisista. Problem istnieje, tylko nie zawsze jest nagłaśniany. I to jest chyba najbardziej ponure. Dla wielu zawodników groźby, wyzwiska i chore wiadomości stały się czymś tak powszechnym, że świat sportu nauczył się je traktować jak „element kariery”.
A przecież to nie powinno być normalne.
Sukces przyciąga miłość, ale też ciemność
Po Roland Garros Chwalińska dostała ogromne wsparcie. Kibice gratulowali jej walki, media zachwycały się drogą do finału, a wiele osób zobaczyło w niej symbol sportowej wytrwałości. Jednak sama tenisistka doskonale wie, że im większa rozpoznawalność, tym większe zainteresowanie także ze strony ludzi, którzy nie przychodzą z dobrymi intencjami.
To paradoks sukcesu. Im wyżej jesteś, tym więcej osób cię widzi. A kiedy więcej osób cię widzi, pojawia się więcej opinii. Tych pięknych, wspierających i budujących, ale też tych okrutnych, bezmyślnych i kompletnie odklejonych od rzeczywistości.
Chwalińska powiedziała, że porażek w sporcie będzie jeszcze dużo. To bardzo dojrzałe zdanie, bo pokazuje, że rozumie naturę zawodowego tenisa. Nikt nie wygrywa zawsze. Nawet największe mistrzynie przegrywają mecze, mają kryzysy, słabsze dni i turnieje, o których chciałyby szybko zapomnieć.
Problem polega na tym, że część internetu nie rozumie porażki. Nie widzi człowieka, tylko wynik. Nie widzi pracy, tylko kupon. Nie widzi emocji, tylko okazję do ataku.
Dojrzałość Chwalińskiej robi ogromne wrażenie
W całej tej historii bardzo mocno wybrzmiewa jedno: Maja Chwalińska mówi o trudnych rzeczach spokojnie, ale bez udawania, że problemu nie ma. Nie robi z siebie ofiary, nie szuka litości, nie próbuje grać dramatem. Po prostu nazywa rzeczy po imieniu.
To ważne, bo sportowcy często są zamykani w niewygodnym schemacie. Mają być silni, odporni i uśmiechnięci. Mają znosić krytykę, bo „taki zawód”. Mają nie narzekać, bo „zarabiają na sporcie”. Tyle że żadne pieniądze, żaden ranking i żaden puchar nie usprawiedliwiają gróźb śmierci.
Człowiek nadal pozostaje człowiekiem. Nawet jeśli gra w finale wielkiego turnieju. Nawet jeśli występuje w telewizji. Nawet jeśli tysiące osób skandują jego nazwisko.
Kibice powinni usłyszeć tę lekcję
Historia Chwalińskiej jest ważna nie tylko dlatego, że dotyczy znanej tenisistki. Jest ważna, bo pokazuje większy problem. Internet dał ludziom narzędzia do natychmiastowego kontaktu ze sportowcami, ale nie dał wszystkim odpowiedzialności za słowa.
Komentarz napisany w złości może komuś zostać w głowie na długo. Groźba wysłana po przegranym meczu nie jest „emocją kibica”. Jest przekroczeniem granicy. I warto to powtarzać, bo normalizacja takiego zachowania prowadzi donikąd.
Prawdziwe kibicowanie nie polega na tym, że wspiera się tylko wtedy, gdy zawodnik wygrywa. Prawdziwe kibicowanie zaczyna się właśnie wtedy, gdy przychodzi porażka. Gdy trzeba napisać: trudno, głowa do góry, walcz dalej. Nie wtedy, gdy ktoś wylewa frustrację w prywatnej wiadomości.
Maja Chwalińska ma przed sobą nowy etap
Po sukcesie w Paryżu przed Chwalińską otwiera się zupełnie nowy rozdział. Będzie więcej kamer, więcej oczekiwań, więcej presji i niestety więcej komentarzy. Ale będzie też więcej kibiców, którzy zobaczyli w niej coś autentycznego.
Nie tylko tenisistkę z dobrym wynikiem. Człowieka, który przeszedł trudną drogę, walczył o swoje i nie boi się mówić o tym, że sportowy świat bywa brutalny.
Jej słowa powinny zostać z nami na dłużej. Bo za każdym razem, gdy oglądamy mecz, warto pamiętać, że po drugiej stronie ekranu nie jest tylko nazwisko, ranking i wynik. Jest młoda kobieta, która od lat uczy się radzić sobie nie tylko z presją na korcie, ale też z ciemną stroną popularności.
A jeśli jej historia ma przynieść coś dobrego, to właśnie to: więcej empatii, mniej hejtu i prostą świadomość, że sportowcy nie są tarczami do rzucania własnej frustracji.
Źródło: supersport.se.pl