NEWS
Iga Świątek jednak zrezygnowała. Kolejna ciekawostka…. W tle wielki finał Chwalińskiej
IGA ŚWIĄTEK JEDNAK ZREZYGNOWAŁA. ZASKAKUJĄCY POWÓD, W TLE WIELKI FINAŁ MAI CHWALIŃSKIEJ
Cała Polska oglądała, ale Igi zabrakło przed ekranem
Finał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej był jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich tygodni w polskim sporcie. Tenisistka z Dąbrowy Górniczej zachwyciła kibiców, eliminując kolejne wyżej notowane przeciwniczki i docierając aż do decydującego meczu wielkoszlemowego turnieju.
Przed telewizorami zasiedli kibice z całego kraju. Wydawało się oczywiste, że finał obejrzy również Iga Świątek, która zna Maję od wielu lat i doskonale rozumie, jak wyjątkowe emocje towarzyszą walce o wielkoszlemowy tytuł.
Tak się jednak nie stało.
Najlepsza polska tenisistka przyznała, że śledziła wcześniejsze występy Chwalińskiej, ale nie obejrzała najważniejszego meczu. Powód początkowo może zaskakiwać, lecz doskonale pokazuje, jak rygorystyczne jest życie zawodowej sportsmenki.
Świątek wróciła już wtedy do treningów.
Śledziła niemal cały turniej Mai Chwalińskiej
Iga Świątek nie ukrywała, że z ogromnym zainteresowaniem obserwowała znakomitą serię swojej rodaczki. Oglądała kolejne mecze, w których Chwalińska pokonywała mocne rywalki i coraz odważniej zbliżała się do największego sukcesu w karierze.
Każde następne zwycięstwo powodowało, że zainteresowanie w Polsce rosło. Początkowo był to piękny turniej zawodniczki, która sprawiła niespodziankę. Później zaczęto już mówić o wielkiej historii i szansie na osiągnięcie czegoś, czego przed rozpoczęciem imprezy prawie nikt się nie spodziewał.
Świątek doskonale zna specyfikę Roland Garros. Wie, jak zmienia się atmosfera, gdy zawodniczka dociera do ostatnich rund. Zwiększa się liczba wywiadów, pojawia się więcej kamer, a zwykłe wyjście na trening zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Właśnie dlatego sukces Mai zrobił na niej tak duże wrażenie.
„Turniej zmieniający życie o 180 stopni”
Świątek nie szczędziła koleżance pochwał. Zwróciła uwagę nie tylko na sam wynik, ale przede wszystkim na długą i trudną drogę, którą Chwalińska musiała przejść, aby znaleźć się w wielkim finale.
Zdaniem Igi taki turniej może odmienić życie zawodniczki o 180 stopni. To nie są słowa rzucone na wyrost. Jeden wielki wynik rzeczywiście potrafi całkowicie zmienić pozycję tenisistki.
Pojawiają się ogromne punkty rankingowe, wyższe nagrody finansowe, większa rozpoznawalność oraz zainteresowanie sponsorów. Zawodniczka zaczyna otrzymywać zaproszenia na większe turnieje, a jej mecze trafiają na ważniejsze korty.
Zmienia się również nastawienie rywalek. Osoba, która jeszcze niedawno mogła być traktowana jak mniej znana przeciwniczka, nagle staje się finalistką Wielkiego Szlema. Każda kolejna tenisistka wie już, że musi się przygotować na bardzo trudne spotkanie.
Świątek sama doświadczyła podobnej zmiany po pierwszym wielkim triumfie w Paryżu. Dlatego jej słowa mają szczególne znaczenie.
Finał był już poza planem Igi
Kiedy nadszedł dzień najważniejszego meczu Mai Chwalińskiej, Świątek nie usiadła przed ekranem. Nie oznaczało to braku zainteresowania ani wsparcia dla koleżanki.
Iga wróciła już do pracy i rozpoczęła przygotowania do kolejnego etapu sezonu. Sama wyjaśniła, że oglądała wszystkie mecze Mai poza finałem, ponieważ tego dnia była już pochłonięta treningami.
Dla zwykłego kibica może brzmieć to zaskakująco. Przecież finał polskiej zawodniczki w turnieju wielkoszlemowym jest wyjątkowym wydarzeniem. Wielu fanów zmieniło swoje plany, aby zobaczyć ten mecz na żywo.
Życie profesjonalnej tenisistki wygląda jednak inaczej. Kalendarz nie zatrzymuje się nawet wtedy, gdy koleżanka rozgrywa spotkanie życia. Za chwilę rozpoczyna się kolejny turniej, zmienia się nawierzchnia, a sztab ma dokładnie rozpisany każdy dzień przygotowań.
Wimbledon nie pozwala na chwilę rozluźnienia
Świątek ma przed sobą niezwykle poważne wyzwanie. Na Wimbledonie będzie broniła tytułu zdobytego rok wcześniej, a wraz z nim aż 2000 punktów rankingowych.
To ogromna presja. Każdy słabszy występ może znacząco wpłynąć na sytuację Polki w rankingu WTA. Dlatego treningi przed najważniejszym turniejem na trawie muszą być prowadzone z pełnym skupieniem.
Zmiana nawierzchni z kortu ziemnego na trawiasty jest jednym z najbardziej wymagających momentów w tenisowym sezonie. Na mączce piłka odbija się wyżej, wymiany są dłuższe, a zawodniczki mają więcej czasu na przygotowanie uderzenia.
Na trawie wszystko dzieje się szybciej. Piłka pozostaje nisko, serwis zyskuje większe znaczenie, a jeden spóźniony krok może kosztować cały gem. Trzeba inaczej poruszać się po korcie, szybciej reagować i częściej szukać krótszych akcji.
Iga nie mogła więc pozwolić sobie na odkładanie treningu. W jej przypadku kilka godzin może oznaczać kolejną ważną sesję potrzebną do odpowiedniego przestawienia gry.
To nie był brak szacunku dla Chwalińskiej
W internecie każde zdanie może zostać wyrwane z kontekstu. Informacja, że Świątek nie obejrzała finału Chwalińskiej, może brzmieć chłodno, szczególnie w sensacyjnym nagłówku.
W rzeczywistości wypowiedź Igi pokazuje coś zupełnie innego.
Polka bardzo ciepło mówiła o sukcesie Mai. Podkreślała poziom pokonanych przez nią rywalek, niezwykłą drogę do finału i emocje, których Chwalińska mogła doświadczyć podczas decydującej fazy Wielkiego Szlema.
Po zakończeniu turnieju Świątek opublikowała także gratulacje dla koleżanki. Jej reakcja jasno pokazała, że doceniła osiągnięcie Mai i cieszyła się z jej przełomowego występu.
Nieobecność przed telewizorem nie była więc wyrazem obojętności. Była konsekwencją sportowego planu, którego Iga musi przestrzegać, chcąc walczyć o kolejne największe trofea.
Świątek wie, co teraz czeka Maję