NEWS
Przyjąłem do swojego domu moją 76-letnią sąsiadkę, która była umierająca.
Wieczorem, kiedy jej wnuk zagroził mi policją, jak zwykle o 21:00 wszedłem do jej pokoju.
Suzana nie spała.
— Znowu przyszli? — zapytała.
Przysunąłem krzesło do łóżka.
Tak.
— Robert?
— I jego siostra.
Zamknęła oczy.
— Przepraszam.
— To nie ty powinnaś przepraszać.
Suzana przez chwilę milczała.
Potem spojrzała na mnie.
— Opowiedz mi o niej.
Poczułem tę samą gulę w gardle, którą czułem każdego wieczoru.
„Ona” to była Ana.
Moja młodsza siostra.
Osiem lat temu Ana miała dwadzieścia jeden lat.
Ja miałem dwadzieścia trzy.
Pewnej nocy do mnie zadzwoniła.
Płakała.
Pokłóciła się ze swoim chłopakiem i poprosiła, żebym po nią przyjechał.
Byłem na imprezie.
Piłem.
Nie mogłem prowadzić.
Ale nie chciałem się do tego przyznać.
— Weź taksówkę — powiedziałem.
— Samuel, proszę. Boję się.
— Ana, jestem zajęty.
To były ostatnie słowa, które kiedykolwiek jej powiedziałem.
Poszła sama pieszo.
Kierowca, który jechał zbyt szybko, potrącił ją kilka ulic dalej.