NEWS
Były partner o Mai Chwalińskiej. Tak ją podsumował. Ujawnił to, czego nie wiedział o niej nikt Czytaj więcej:
Wielkoszlemowy turniej w Paryżu znów przyniósł historię, o której mówi się półgłosem w tenisowym świecie. Młoda zawodniczka, do niedawna pozostająca w cieniu większych nazwisk, nagle znalazła się w centrum uwagi po występie, który wielu określa mianem przełomowego. Sukces odbił się szerokim echem, a emocje tylko podgrzała wypowiedź jednego z jej dawnych partnerów z kortu.
Maja Chwalińska nie była w tym Roland Garros tylko tłem dla większych nazwisk. Zaczęła od kwalifikacji, a potem krok po kroku przeszła przez turniej, który dla wielu kończy się dużo wcześniej niż w głównej drabince. W Paryżu zagrała pewnie, bez zbędnego rozgłosu, ale z wynikiem, którego nikt nie mógł zignorować. Finał wielkoszlemowych zmagań sam w sobie robi wrażenie, a w jej przypadku tym bardziej, że droga do niego nie była podana na tacy.
W decydującym meczu lepsza okazała się Mirra Andriejewa, ale sam wynik nie przykrył tego, co Chwalińska zrobiła wcześniej. Jej występ szybko stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów turnieju, bo Polka pokazała stabilność, której w kobiecym tenisie często brakuje. To był tenis bez zadęcia, za to z konkretem.
Właśnie dlatego jej historia tak mocno wybrzmiała. Nie chodziło o jednorazowy przebłysk, tylko o serię spotkań, w których Chwalińska potrafiła utrzymać poziom. Z perspektywy kibica wyglądało to prosto: wychodziła na kort i robiła swoje. Z perspektywy turnieju to już dużo więcej, bo takie wejście do finału zawsze podnosi zawodniczce notowania i uwagę mediów.