Connect with us

NEWS

Wałęsa: „To hańba!”. Nie uznaje Nawrockiego i żąda przeliczenia głosów. Szczegóły niżej 👇

Published

on

Lech Wałęsa nie uznaje Karola Nawrockiego za prezydenta. Padły mocne słowa

Były prezydent Polski i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Lech Wałęsa ponownie zabrał głos w sprawie Karola Nawrockiego. W rozmowie z Radiem Gdańsk stanowczo odmówił oceny działań obecnej głowy państwa, podkreślając, że nie uznaje Nawrockiego za prezydenta. Swoje stanowisko określił jako reakcję na sytuację, którą uważa za „hańbę”.

Wałęsa: „Nie uważam go za prezydenta”
Wypowiedź Wałęsy padła w związku z pytaniami o pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego. Były prezydent nie chciał jednak komentować działalności swojego następcy.

— Na temat tego pana odmawiam odpowiedzi. Ja go nie uważam za prezydenta — miał powiedzieć Wałęsa w rozmowie z Radiem Gdańsk. Jednocześnie określił całą sytuację jako „hańbę” i zaznaczył, że nie zamierza szerzej rozwijać tego wątku.

Dziennikarz zwrócił uwagę, że Karol Nawrocki jest urzędującym prezydentem Polski. Wałęsa podtrzymał jednak swoje stanowisko.

Były prezydent domaga się ponownego przeliczenia głosów
Kluczowym argumentem Wałęsy jest kwestia wyborów prezydenckich. Były prezydent stwierdził, że uznałby Nawrockiego za głowę państwa, gdyby ponownie przeliczono głosy oddane podczas ubiegłorocznych wyborów.

— Uznałbym wtedy, a tego nie zrobiono, więc jest oszustwo — powiedział Wałęsa, odnosząc się do swojej oceny wyniku wyborów.

Wałęsa wezwał jednocześnie do ponownego sprawdzenia wyników. Jego zdaniem dopiero taka weryfikacja mogłaby odpowiedzieć na pytanie, kto rzeczywiście ma rację.

„Sprawdźmy jeszcze raz”
Były prezydent podkreślił, że nie chce wchodzić w szczegółowe rozważania dotyczące obecnej sytuacji politycznej. Jego zdaniem ponowne przeliczenie głosów byłoby sposobem na zweryfikowanie sporu.

— A kto ma rację? Sprawdźmy jeszcze raz, przeliczmy i wtedy możemy uznać albo nie uznać — stwierdził Wałęsa.

Jednocześnie zaznaczył, że do czasu takiej weryfikacji nie zamierza uznawać Nawrockiego za prezydenta.

Mocne słowa w rocznicę zaprzysiężenia
Wypowiedź Wałęsy pojawiła się w czasie, gdy mijał rok od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na urząd prezydenta Polski. Z tej okazji Nawrocki zorganizował uroczystość przed Pałacem Prezydenckim, podczas której podsumował pierwszy rok swojej prezydentury.

Stanowisko Wałęsy pokazuje, że nawet po roku od rozpoczęcia kadencji Nawrockiego spór dotyczący jego prezydentury pozostaje elementem ostrej debaty politycznej. Były prezydent nie przedstawił w tej rozmowie szczegółowej analizy działań Nawrockiego, lecz skupił się przede wszystkim na kwestii uznania wyniku wyborów.

Jego słowa mogą więc ponownie wywołać dyskusję na temat wyborów prezydenckich, ich wyników oraz politycznych podziałów w Polsc

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

NEWS1 hour ago

Wyszłam za mąż za nieznajomego z poczekalni szpitalnej, żeby nie umarł sam – po naszym tygodniowym małżeństwie jego prawnik wręczył mi plecak, mówiąc: „Chciał, żebyś poznała prawdę”. Miałam dwadzieścia dziewięć lat i wciąż walczyłam o przetrwanie po śmierci matki. Wolontariat w szpitalu stał się jedyną rzeczą, która pozwalała mi pogodzić się ze stratą. Przez prawie rok siedziałam obok pacjentów, którzy pod koniec życia nie mieli przy sobie rodziny. Tak poznałam Thomasa. Miał siedemdziesiąt dwa lata, był wątły i umierał na niewydolność serca. Jego oczy wyglądały na wyczerpane, ale wciąż potrafił się delikatnie uśmiechnąć, ilekroć wchodziłam do pokoju. Zaczęliśmy rozmawiać. W ciągu kilku dni te rozmowy stały się najlepszą częścią naszych wspólnych zajęć. Wtedy pewnego popołudnia Thomas sięgnął po moją dłoń. „Wyjdź za mnie, Sarah” – wyszeptał. Serce mi waliło. „Thomas… jesteś poważnie chory. Ledwo się znamy”. „Nie chcę, żeby państwo zajmowało się moimi ostatnimi godzinami” – powiedział, dotykając moich palców. „Moim ostatnim życzeniem jest odejść z tego świata jako mąż, a nie jako bezimienny akt”. Wiedziałam, jak dziwnie to brzmi. Ale dwa dni później odbył się nasz ślub w szpitalu. Miałam na sobie żółty sweter. Thomas wsunął mi na palec zawleczkę od puszki po napoju, bo nie mieliśmy obrączki. Przez następne siedem dni byłam przy nim. Trzymałam go za rękę podczas każdego ciężkiego oddechu, aż w końcu przestało mu bić serce. Potem siedziałam sama w jego pustym pokoju, wciąż próbując zrozumieć, jak ktoś, kogo znałam tak krótko, mógł zostawić po sobie tak bolesną ciszę. Wtedy wszedł starszy mężczyzna z zielonym plecakiem. „Sarah?” – zapytał mężczyzna. „Jestem prawnikiem twojego męża. Zostawił ci ten plecak”. Włożył mi go w ręce. Był o wiele cięższy, niż się spodziewałam. Prawnik obserwował moją reakcję, po czym zniżył głos. „Tomasz nie był tym, za kogo go uważałaś, Sarah” – wyszeptał starzec. „Chciał, żebyś poznała prawdę”. ⬇️

NEWS1 hour ago

Każdego ranka w naszym zaniedbanym wynajmowanym domu w Teksasie mąż ciągnął mnie na podwórko, przywiązywał ręce do słupka werandy i chłostał mój ciężarny brzuch, krzycząc: „Robisz z siebie tylko bezwartościowe córki – jesteś rozbitą żoną!”. Deski werandy były jeszcze chłodne o świcie, a ostry zgrzyt metalu z narzędzia mojej teściowej niósł się po nierównym podwórku. Nie odwracała wzroku. Stała wystarczająco blisko, by słyszeć każdy oddech, który próbowałam przełknąć, ostrząc jedno narzędzie po drugim, podczas gdy mój mąż zaciskał węzeł na moich nadgarstkach. „W Ameryce wciąż nas zawodzicie” – syknęła. Powtarzał jej słowa, jakby były przyzwoleniem. Uznali, że moje ciało to dług, który im zaciągnęłam. Córki, które nosiłam, kochałam i przez które nie spałam, były traktowane jak dowód przeciwko mnie. Każdy okrutny poranek wyglądał tak samo: otwierały się tylne drzwi, jego ręka zaciskała się na moim ramieniu, słupek werandy opierał się o moje ramię, a jego matka patrzyła, jakby nadzorowała jakieś obowiązki. Nauczyłam się przestać prosić, bo błaganie tylko sprawiało, że byli głośniejsi. Ale nie przestałam słuchać. Kilka miesięcy wcześniej znalazłam stary telefon w kuchennej szufladzie. Ekran był pęknięty, bateria ledwo trzymała, a oni zapomnieli o jego istnieniu. Wieczorem owinęłam go w ściereczkę i wcisnęłam głęboko pod poduszkę. Przed wschodem słońca włączyłam dyktafon i zostawiłam mikrofon skierowany w stronę drzwi sypialni. Nagrał kroki. Nagrał groźby. Nagrał mojego męża obwiniającego mnie za córki, jakby nigdy nie uczył się podstaw biologii, i nagrał swoją matkę, która dokładnie mu tłumaczyła, jak mnie zastraszyć i zmusić do milczenia. Ten telefon stał się jedyną rzeczą w domu, która nie prosiła mnie o udowodnienie, co się dzieje. Ostatniego ranka kolana się pode mną ugięły, zanim skończył. Zaklął, poluzował linę i wyciągnął mnie przez tylne drzwi, podczas gdy moja teściowa narzekała, że ​​dramatyzuję. Stary telefon wciąż nagrywał w poduszce, kiedy rzucili mnie na łóżko. Poczekałam, aż się pokłócą w kuchni. Potem sięgnęłam pod poszewkę, wsunęłam telefon do kieszeni luźnej sukienki i przytrzymałam go tam obiema rękami. W szpitalu powiatowym świetlówki świeciły zbyt jasno, a prześcieradła pachniały wybielaczem. Lekarz stał przy moim łóżku z zaciśniętą szczęką i drżącym głosem. „Dziecko to chłopiec… ale obrażenia były zbyt poważne”. Przez kilka sekund nie słyszałam nic poza monitorem i własnym, łamiącym się oddechem. Chłopiec. Syn, którego, jak twierdzili, pragnęli bardziej niż czegokolwiek innego. Odszedł z powodu tego, co zrobili. Mój mąż nie wszedł do pokoju. Został na korytarzu z matką, opowiadając każdemu, kto chciał słuchać, że upadłam na podwórku. Potem usłyszałam ich śmiech – cichy, pełen ulgi śmiech dwojga ludzi, którzy wierzyli, że historia skończyła się dokładnie tak, jak chcieli. Wyciągnęłam pęknięty telefon spod koca. Palce tak mi się trzęsły, że o mało co nie upuściłam nagrania, ale znalazłam je, ściszyłam i zadzwoniłam na policję. Nie wygłosiłam przemówienia. Podałam dyspozytorowi nasz adres, numer piętra szpitala i jedno zdanie: „Mam nagrania z miesięcy”. Dyspozytor poprosił mnie, żebym nie odzywała się. Na zewnątrz teściowa wyszeptała: „Teraz powie wszystko”. Mój mąż odpowiedział: „Nikt jej nie uwierzy”. Potem ciężkie kroki uderzyły o kafelki, szybko i blisko. Ich śmiech ucichł. Na końcu korytarza pojawił się umundurowany funkcjonariusz, a drugi ruszył prosto w stronę moich drzwi, a mój mąż odwrócił się akurat w chwili, gdy funkcjonariusz sięgnął do klamki… Nie mogliśmy przestać o tym myśleć. Lubicie takie historie? Powiedzcie nam – reszta historii czeka na Was poniżej… (Szczegóły poniżej) Voir moins

NEWS1 hour ago

⤵️Widząc kobietę kąpiącą się w bikini, zawoalowana kobieta pyta ją, czy może…👙🫣Zobacz pierwszy komentarz⤵️

NEWS1 hour ago

W poważnym zderzeniu ciężarówki i karetki zginęły dwie osoby, a…

NEWS1 hour ago

Koszmarne wieści..

NEWS4 hours ago

😢 [Spoczywaj w pokoju, Ano] 20-letnia kobieta zmarła po tym, co się wydarzyło… To poruszające. Zobacz więcej 👇

NEWS4 hours ago

🚨 OSTATNIA CHWILA: doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęły dwie osoby… Zobacz więcej 👇

NEWS4 hours ago

Właśnie przekazano… Zobacz w komentarzu

NEWS4 hours ago

Zacznie się lada moment, fatalne prognozy 😨

NEWS4 hours ago

Sąsiedzi zauważyli, że na dachu pobliskiego domu nigdy nie gromadził się śnieg. Wydało im się to podejrzane, więc wezwali policję. Odkrycie w środku było niesamowite 😳 Sprawdźcie komentarze poniżej 👇

NEWS4 hours ago

📌Ochroniarka zostaje zwolniona po tym, jak przyłapano ją…👮‍♀️👇Zobacz więcej 👇

NEWS5 hours ago

Mój mąż wyjechał na wakacje zaledwie kilka dni przed planowanym cesarskim cięciem naszych bliźniaków – a kiedy wrócił, nogi się pod nim uginały. Trevor i ja od lat marzyliśmy o założeniu rodziny. Po niezliczonych rozczarowaniach w końcu zobaczyłam te dwie małe kreski na teście ciążowym. Kilka tygodni później otrzymaliśmy wiadomość, na którą zupełnie nie byliśmy przygotowani… Będziemy mieć bliźnięta. Ale radość szybko przerodziła się w zmartwienie. Ciąża nie była łatwa. Im większy był mój brzuch, tym trudniejsze stawały się nawet najprostsze czynności. Przejście przez pokój wysysało ze mnie całą energię. Zasypianie wydawało się cudem. A w ostatnich tygodniach nawet drobne, codzienne czynności, które większość ludzi wykonuje bez namysłu, stały się przeszkodą nie do pokonania. Lekarz ostrzegł mnie, że z powodu powikłań konieczne będzie cesarskie cięcie. Spojrzał Trevorowi w oczy i wyjaśnił jasno: „Po operacji będzie cię potrzebować bardziej niż kiedykolwiek. Nie da sobie rady sama”. Trevor skinął głową. Myślałam, że zrozumiał. Myślałam, że będzie przy mnie. Ale kilka dni później wrócił do domu z zupełnie inną wiadomością. „Kochanie, chłopaki i ja wybieramy się na krótki wypad”. Wpatrywałam się w niego bez słowa. „Wyjazd?” Uśmiechnął się, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. „Tak. Tylko kilka dni na plaży. Kilka drinków, trochę świeżego powietrza, zanim dzieci się urodzą”. Poczułam, jak coś we mnie pęka. „Trevor… moja operacja jest za kilka dni”. „Mam problem z poruszaniem się po domu bez pomocy. Jak możesz w ogóle myśleć, że to odpowiedni moment?” Wzruszył ramionami. „Za bardzo się martwisz”. I dodał: „Chcę po prostu cieszyć się ostatnią chwilą wolności, zanim nasze życie wywróci się do góry nogami”. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Mężczyzna, który miał być moją opoką w najtrudniejszych chwilach mojego życia… pakował walizki. Starałam się dać mu do zrozumienia, jak bardzo się boję. Jak niezbędna była dla mnie jego obecność. Że lekarz osobiście prosił go, żeby był gotowy mnie wesprzeć. Ale Trevor już podjął decyzję. „Będę w domu przed cesarskim cięciem. Wszystko będzie dobrze”. Tylko że nic nie poszło zgodnie z planem. Absolutnie nic. Zadzwoniłam do mamy z płaczem i zapytałam, czy mogłaby u mnie zamieszkać. Kilka dni później, gdy Trevor odpoczywał setki kilometrów stąd… byłam w szpitalu. Sama. Urodziłam dwie śliczne dziewczynki. W chwili, gdy ich pierwsze krzyki rozbrzmiały echem w powietrzu, wszystko we mnie się zmieniło. Były idealne. Ale moja rekonwalescencja była o wiele trudniejsza, niż się spodziewałam. Każdy ruch sprawiał ból. Każda noc była torturą. I nie mogłam przestać myśleć o tym, który obiecał mi być, a zamiast tego wybrał plażę. Kiedy w końcu wróciłam do domu z dwójką noworodków, Trevor miał przyjechać tego samego dnia. Nie napisałam do niego. Nie zadzwoniłam. Nie zapytałam, jak się czuje. Bo już wszystko załatwiłam. Zaprosiłam kogoś, zanim Trevor wszedł do domu. I dokładnie wiedziałam, co się stanie. W chwili, gdy wszedł do domu z walizką… zamarł. Mina mu zrzedła. Bo stojąc w naszym salonie, był ostatnią osobą, jaką sobie wyobrażał. Upuścił walizkę. Jego kolana zaczęły się trząść. I krzyknął: „NIE, NIE TY! CO TU ROBISZ?!” ⬇️⬇️⬇️ Ciąg dalszy w pierwszym komentarzu 👇👇👇

Copyright © 2026 Americadigest360