NEWS
Te słowa chwytają za serce
Co było w liście od Trzaskowskiego? Poruszający przebieg pogrzebu Edwarda Linde-Lubaszenki
Warszawa pożegnała dziś jednego z gigantów polskiego teatru i kina. We wtorek, 24 lutego, odbyły się uroczystości pogrzebowe Edwarda Linde-Lubaszenki — wybitnego aktora, reżysera i wychowawcy pokoleń artystów. W ceremonii, obok pogrążonej w żałobie rodziny, wzięły udział tłumy warszawiaków oraz ikony świata kultury. Szczególnym momentem uroczystości było odczytanie poruszającego listu od prezydenta stolicy, Rafała Trzaskowskiego, który podkreślił niezatarty ślad, jaki artysta zostawił w polskiej tożsamości narodowej.
Kiedy 8 lutego 2026 roku Olaf Lubaszenko wrzucił do sieci krótkie „Żegnaj, Tato”, stało się jasne, że polskie kino straciło jednego z ostatnich gości, którzy potrafili grać samą obecnością. Edward Linde-Lubaszenko zmarł w wieku 86 lat, kończąc pewien rozdział w historii polskiego ekranu – ten, w którym aktor nie musiał pajacować, żeby go zapamiętano.
Miał w sobie rzadki miks przedwojennej elegancji i knajpianego luzu. Dla starszych widzów pozostanie twarzą z „Układu krążenia” czy „Znachora”, ale umówmy się – to kino lat 90. zrobiło z niego postać kultową. Bez jego niskiego głosu i chłodnego spojrzenia „Psy”, „Sztos” czy „Poranek kojota” straciłyby połowę swojego charakteru. On nie grał twardzieli, on po prostu nimi był, nawet jeśli pojawiał się na ekranie tylko na kilka minut. W ostatnich latach życie trochę mu dokuczało. Już w 2019 roku krążyły plotki o jego kiepskim zdrowiu, gdy trafił do szpitala z podejrzeniem gruźlicy. Ale Linde-Lubaszenko nie należał do osób, które wylewają żale w tabloidach. Był człowiekiem starej daty – robił swoje, póki starczało sił, i nie szukał taniego poklasku.
Choć oficjalnie nie podano przyczyny śmierci, to w gruncie rzeczy detale nie są tu istotne. Ważne jest to, co po nim zostało: dziesiątki ról, syn, który przejął pałeczkę, i ten specyficzny rodzaj klasy, którego nie da się nauczyć na żadnej akademii teatralnej. Zniknął z ekranu facet, którego nie dało się pomylić z nikim innym. I tego głosu będzie nam brakowało najbardziej