NEWS
Tam były ich dzieci…
Pożegnanie Mirosława Krawczyka. Tak Mikołaj Krawczyk potraktował byłą żonę i synów
Rodzina i przyjaciele pożegnali dziś Mirosława Krawczyka. Choć uroczystość miała być momentem wyciszenia i pojednania – zwłaszcza w obliczu dobrych relacji zmarłego aktora z wnukami po głośnym rozstaniu ich rodziców – oczy wszystkich zwrócone były na syna artysty.
W świecie polskiego kina i teatru mamy całą masę nazwisk, które wyskakują z każdej lodówki. Są jednak tacy artyści, którzy budują swoją markę po cichu, rzetelną pracą i stałą obecnością na deskach teatru. Do tej grupy należał Mirosław Krawczyk. Wiadomość o jego odejściu, która dotarła do nas pod koniec lutego 2026 roku, uświadomiła wielu widzom, jak bardzo był to wszechstronny aktor, mimo że nigdy nie pchał się na pierwsze strony brukowców.
Jego droga zaczęła się w Olkuszu, a pierwsze poważne kroki zawodowe stawiał w Teatrze Śląskim w Katowicach. To tam, jeszcze w latach 70., wykuwał swój warsztat, który później przez dekady służył widzom w całej Polsce. Choć grał w klasyce, większość z nas kojarzy go z zupełnie innej strony. Kto z nas nie oglądał „Sąsiadów” czy „Lokatorów”? Krawczyk miał w sobie tę rzadką cechę, że potrafił odnaleźć się w lekkim, komediowym formacie, nie tracąc przy tym powagi rzemieślnika. Z kolei w filmach takich jak „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”, udowodnił, że potrafi udźwignąć ciężar najtrudniejszej polskiej historii.
Przez lata stał się filarem Teatru Wybrzeże w Gdańsku. To właśnie ta scena była jego domem, a zespół teatru pożegnał go jako kogoś więcej niż tylko kolegę z pracy. Rodzina i bliscy zdecydowali się zachować przyczyny jego śmierci dla siebie, co w dzisiejszych czasach, pełnych medialnego ekshibicjonizmu, budzi szacunek. Zmarł w wieku 72 lat, pozostawiając po sobie dziesiątki ról i wspomnienie człowieka, który po prostu robił swoje. Odszedł aktor solidny, na którym zawsze można było polegać – zarówno na scenie, jak i przed kamerą.
Mirosław Krawczyk był dowodem na to, że w aktorstwie nie liczy się tylko głośny debiut, ale długodystansowa pasja, która trwa do samego końca.