NEWS
Przez ostatnią dekadę wmówiono nam, że kobiecy tenis zamienił się w wyścig zbrojeń na siłowni. Eksperci przekonywali, że zawodniczki grające technicznie i mierzące poniżej 170 centymetrów to ślepa uliczka. Wtedy na kort centralny w Paryżu wychodzi Maja Chwalińska i weryfikuje ten mit. 🟥 Link w komentarzu👇
Taki tenis miał już umrzeć. Maja Chwalińs
Przez ostatnią dekadę wmówiono nam, że kobiecy tenis zamienił się w wyścig zbrojeń na siłowni. Eksperci przekonywali, że zawodniczki grające technicznie i mierzące poniżej 170 centymetrów to ślepa uliczka. Wtedy na kort centralny w Paryżu wychodzi Maja Chwalińska i weryfikuje ten mit.ka ośmiesza wielkie gwiazdy w Paryżu
Kiedy patrzę na to, co Maja Chwalińska robi w tegorocznym Roland Garros, czuję ogromną satysfakcję. Ostatnie lata w kobiecym tourze przyzwyczaiły nas do schematu, w którym finezja zeszła na dalszy plan. Głównym celem większości akademii tenisowych na świecie stało się wyprodukowanie maszyny do uderzania z linii końcowej. Mocniej, szybciej, tuż nad siatką. Zbudowano pokolenie zawodniczek, dla których rozwiązaniem każdego problemu na korcie jest uderzenie piłki z jeszcze większą, wręcz irracjonalną siłą.
Taki tenis, choć efektywny, zabił w wielu zawodniczkach kreatywność. I właśnie to bezlitośnie obnaża w Paryżu mierząca 164 centymetry Polka. Dlaczego światowe gwiazdy nagle nie wiedzą, co robić i zbierają od Polki lanie? Odpowiedź jest banalnie prosta.
.