NEWS
Oni nie dostaną rozgrzeszenia. Ksiądz nie zostawia złudzeń: „Mam związane ręce” Czytaj więcej:
Sama obecność w konfesjonale nie gwarantuje odpuszczenia win. Choć wielu wiernych zakłada, że wystarczy wymienić swoje grzechy, rzeczywistość jest bardziej wymagająca. Istnieją konkretne sytuacje, w których kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia – nawet jeśli penitent klęczy przed kratką i wypowiada formułę spowiedzi. O kulisach sakramentu pokuty i powodach, dla których spowiedź bywa nieważna, mówi wprost ks. Marek Dziewiecki.
Dla jednych spowiedź to stały element życia religijnego, dla innych – praktyka coraz rzadsza, często odkładana „na później”. Wokół sakramentu pokuty narosło wiele mitów. Najczęstszy z nich? Przekonanie, że skoro ktoś już przyszedł do konfesjonału i wyznał grzechy, rozgrzeszenie jest formalnością.
Tymczasem Kościół jasno określa warunki ważności sakramentu. Nie chodzi wyłącznie o samo wyliczenie przewinień. Kluczowa jest postawa penitenta: szczery żal za grzechy, uznanie własnej winy, postanowienie poprawy oraz gotowość do zadośćuczynienia.
Kapłan – nawet jeśli chciałby pomóc – nie może udzielić rozgrzeszenia, gdy widzi, że któryś z tych elementów nie został spełniony. Nie jest to kwestia surowości czy osobistej oceny. To wierność zasadom sakramentu.
W rozmowie z Katolicka Agencja Informacyjna ks. Marek Dziewiecki tłumaczył: jeśli penitent nie wyraża żalu, nie uznaje winy, pomniejsza ją lub nie ma zamiaru zmienić swojego postępowania, spowiednik nie może wypowiedzieć słów rozgrzeszenia. W takiej sytuacji – jak podkreśla duchowny – „ma związane ręce”