NEWS
Ludzie pojęcia nie mieli!
Tego telefonu nigdy nie zapomni. W słuchawce usłyszał głos Magdaleny Majtyki
Nagła i niewyjaśniona śmierć Magdaleny Majtyki wstrząsnęła nie tylko fanami popularnych seriali, ale przede wszystkim jej najbliższymi współpracownikami, którzy do końca wierzyli w szczęśliwy finał poszukiwań. Teraz milczenie przerwał menadżer artystki, który w poruszających słowach opisał moment, w którym dowiedział się o tragedii. Telefon od policji, który początkowo wziął za ofertę nowej, wielkiej roli, stał się początkiem jego najgorszego koszmaru, którego echa będą wybrzmiewać jeszcze przez lata.
szanowaną – jej twarz znali widzowie „Na Wspólnej”, „Świata według Kiepskich” czy „Ojca Mateusza”, choć to teatr był jej prawdziwym domem. Kiedy na początku marca w sieci zaczęły pojawiać się pierwsze, dramatyczne apele o jej zaginięciu, branża zamarła. Najgorsze przyszło jednak 6 marca, gdy w lesie w Biskupicach Oławskich odnaleziono jej ciało. Maksymilian Wesołowski, menedżer aktorki, w rozmowie z „Super Expressem” wrócił wspomnieniami do tamtego feralnego poranka, który na zawsze zmienił jego życie.
Wesołowski przyznał, że gdy rano zadzwonił jego telefon, a rozmówca poszukiwał agenta Magdaleny, przez myśl mu nie przeszło, że może chodzić o tragedię. „Myślałem, że to producent z jakąś rolą. A okazało się, że to policja, bo mąż zgłosił jej zaginięcie i pytali o ostatni kontakt” – wyznał ze smutkiem. Po tym telefonie menedżer wpadł w wir nerwowych prób skontaktowania się z podopieczną, jednak jej komórka milczała. Kilka godzin później, gdy media obiegła informacja o odnalezieniu zwłok niedaleko uszkodzonego auta, świat Wesołowskiego legł w gruzach. Informacja o ziszczeniu się najczarniejszego scenariusza całkowicie go poraziła.