NEWS
Kosiniak-Kamysz szantażuje Nawrockiego? Poruszenie w obozie prezydenta. Niebywałe co szef MON wypalił
Spór o pieniądze na zbrojenia wchodzi w nową fazę. Władysław Kosiniak-Kamysz jasno stawia warunek: najpierw podpis prezydenta pod ustawą dotyczącą unijnego SAFE, a dopiero potem rozmowa o prezydenckiej propozycji opartej na zyskach NBP. W tle są miliardy euro dla armii i ryzyko, że część pieniędzy może Polsce po prostu przepaść.
Czytaj też: Nikt się tego nie spodziewał. Proboszcz pokazał kościelne finanse. Tyle naprawdę trafia na tacę
Kosiniak-Kamysz: dwa SAFE-y mogą się uzupełniać
W rozmowie z Wirtualną Polską szef MON przekonuje, że nie widzi tu alternatywy „albo-albo”. Według niego unijny SAFE i pomysł prezydenta nie muszą się wykluczać. Najważniejsze jest jednak to, by najpierw nie blokować już gotowego mechanizmu europejskiego.
Dwa SAFE-y są lepsze niż jeden. Nie wybór, nie alternatywa, ale uzupełnienie. Jeśli prezes NBP chce wygenerować zysk do budżetu, to niech to robi, przeleje ten zysk do rządu, a my te środki wydamy na zbrojenia – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.
Wicepremier dodał też, że koalicja jest gotowa pracować nad projektem prezydenta, ale dopiero po rozstrzygnięciu sprawy ustawy wdrażającej unijny SAFE. Jak zaznaczył, tę ustawę można jeszcze poprawiać.
Najpierw podpis, potem rozmowy o ustawie prezydenta
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział już, że dopóki ustawa o SAFE czeka na decyzję Karola Nawrockiego, prezydencki projekt „SAFE 0 proc.” nie trafi pod obrady. Logika rządu jest jasna: nie dawać Pałacowi dodatkowego argumentu do weta.
Kosiniak-Kamysz nie zamyka jednak drzwi. Przekonuje, że jeśli prezydent podpisze ustawę dotyczącą unijnego SAFE, można wrócić do jego propozycji i nad nią pracować. W jego ocenie to nie powinien być polityczny konkurs na to, czyje rozwiązanie wygra, tylko szukanie dodatkowych pieniędzy dla armii.
W tle spór o konstytucję i kontrolę nad pieniędzmi
Koalicja ma też zastrzeżenia do samej konstrukcji prezydenckiego projektu. Chodzi o pomysł utworzenia funduszu zarządzanego z udziałem ludzi prezydenta. Po stronie rządu pojawiają się zarzuty, że to próba przejęcia politycznej kontroli nad pieniędzmi, które miałyby być generowane przez NBP. WP opisuje też, że w koalicji padają opinie o możliwej niekonstytucyjności takiego rozwiązania.