NEWS
Doradca prezydenta nie wytrzymał, stanowcza reakcja 🧐
Żurek odwołał żonę Boguckiego. Szef Kancelarii Prezydenta ostro reaguje
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek odwołał prokurator Julitę Dziedzic-Bogucką z delegacji do Prokuratury Krajowej. Jak informują RMF FM i dziennik „Fakt”, decyzja zapadła bez formalnego uzasadnienia. Ruch ten wywołał natychmiastową reakcję szefa Kancelarii Prezydenta, który nie szczędził ministrowi gorzkich słów.
Decyzję o odwołaniu Żurek podpisał 11 czerwca, a wejdzie ona w życie 30 września. W praktyce oznacza to, że Julita Dziedzic-Bogucka straci miejsce w Zamiejscowym Wydziale Prokuratury Krajowej w Szczecinie i wróci do Prokuratury Okręgowej. To dla niej spadek o szczebel niżej w prokuratorskiej hierarchii i węższy zakres prowadzonych spraw.
Rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak potwierdziła RMF FM, że minister skorzystał ze swoich ustawowych uprawnień.
„Podobne decyzje kadrowe nigdy nie zawierają uzasadnienia, a odwołanie następuje z odpowiednim, trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia” — przekazała.
Warto przy tym dodać, że to odwołanie nie jest odosobnionym posunięciem. Żurek od miesięcy prowadzi szerszą falę zmian kadrowych w prokuraturze. Jeszcze w kwietniu w analogiczny sposób odwołał z delegacji do Prokuratury Krajowej sześciu śląskich prokuratorów prowadzących głośne sprawy, również bez pisemnego uzasadnienia i z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia.
Mąż prokurator komentuje
O odwołaniu zrobiło się głośno również dlatego, że mężem prokurator jest Zbigniew Bogucki, obecny szef Kancelarii Prezydenta i jeden z ostrzejszych krytyków ministra. Gdy dziennik „Fakt” poprosił go o komentarz do decyzji resortu, odpowiedział krótko i dosadnie.
„Pan minister Żurek jest osobliwą postacią” — stwierdził. Szerzej tego wątku nie rozwijał.
Resort nie wskazał oficjalnego powodu akurat tej decyzji, co pozostawia pole do różnych interpretacji. Sam Bogucki od dawna pozostaje w otwartym sporze z Żurkiem, dlatego część komentatorów łączy odwołanie z tym konfliktem. Trudno jednak rozstrzygnąć, na ile decyzja jest elementem rutynowych zmian kadrowych, a na ile ma podtekst polityczny, skoro takie odwołania z zasady nie są uzasadniane.
Nietypowe słowa pełnomocnika prezydenta USA o Zbigniewie Ziobrze. Porównał go do Trumpa
Czytaj dalej
Jasne stanowisko USA ws. Zbigniewa Ziobry, MSZ dostało odpowiedź. Jest pilna reakcja jego obrońcy
Czytaj dalej
Droga zawodowa prokurator
Julita Dziedzic-Bogucka była związana z Prokuraturą Krajową od dłuższego czasu. Trafiła tam w połowie 2017 roku awansem z Prokuratury Rejonowej, z pominięciem pośredniego szczebla okręgowego, co samo w sobie było nietypowym przeskokiem w prokuratorskiej hierarchii. W szczecińskim wydziale zamiejscowym zajmowała się najtrudniejszymi obszarami prawa karnego, prowadząc sprawy dotyczące przestępczości zorganizowanej i korupcji.
Jej zawodowy awans zbiegł się w czasie z rosnącą pozycją polityczną męża, Zbigniewa Boguckiego, który w 2020 roku objął urząd wojewody zachodniopomorskiego, a później przeszedł do ścisłego otoczenia prezydenta.
Wątek Gawłowskiego i zarzut prześladowań
Nazwisko prokurator pojawiało się w mediach przy okazji afery melioracyjnej. Bogucki odpierał wówczas na łamach „Faktu” oskarżenia o polityczne nękanie. Przekonywał, że udział jego żony w sprawie był minimalny.
„Moja żona uczestniczyła incydentalnie tylko w jednej, jedynej czynności dotyczącej obecnie oskarżonego Gawłowskiego, tj. w przeszukaniu lokalu, czyli czynności o charakterze, nazwijmy to technicznym, nikogo nie przesłuchiwała, nikomu nie stawiała zarzutów, nie pisała wniosków o tymczasowe aresztowanie, nie uczestniczyła w żaden inny sposób” — tłumaczył.
Dodawał, że taki udział wynikał z procedury:
„Przeszukania przez służby były w kilku miejscach równocześnie, jak później informowały media, i w każdym z tych miejsc musiał być prokurator. Tyle i tylko tyle”.
Stanowczo odrzucał też sugestie o rodzinnym udziale w prześladowaniach.
„Mówienie o tym, że ja i moja rodzina uczestniczymy w prześladowaniu, jest ordynarnym kłamstwem oskarżonego Gawłowskiego, żeby sprawie karnej nadać charakter polityczny, co jest absurdem” — stwierdził.