NEWS
Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski mieli burzliwą relację, która doprowadziła do napięć w polskiej reprezentacji bokserskiej. Co się wydarzyło?
Bójka Andrzeja Gołoty z Dariuszem Michalczewskim: “Kazałem mu się wynosić”
Chociaż nie wygrał walk o mistrzostwo świata, Andrzej Gołota i tak pozostaje najlepszym pięściarzem wagi ciężkiej w historii polskiego boksu zawodowego. Jego rówieśnikiem, także urodzonym w 1968 r. jest wieloletni czempion kategorii półciężkiej Dariusz Michalczewski. Drogi “Andrew” i “Tigera” skrzyżowały się w latach 80. w reprezentacji Polski juniorów, a następnie seniorów. Kolegami nie zostali. W kadrze ostro rywalizowali o rolę lidera, a nieraz dochodziło między nimi do poważnych spięć. — Przed walkami Andrzej denerwował się, zaciskał zęby. Nie miał tego cwancyku, luzu. Ogólnie ładnie boksował, ale usztywniał się. Psychicznie był bardzo słaby – ocenia “Tiger” i tłumaczy skąd wynikały konflikty między nimi dwoma
Przypominamy fragment rozmowy z Dariuszem Michalczewskim, będącej częścią książki “Niepokonany w 28 walkach”, wnikliwie podsumowującej karierę Andrzeja Gołoty. Tekst został opublikowany w grudniu 2024 r.
PRZEMYSŁAW OSIAK: Na zgrupowaniach reprezentacji Polski juniorów od początku miałeś spięcia z Andrzejem Gołotą
DARIUSZ MICHALCZEWSKI: Nie, ja na nikogo nie byłem zły. Rzecz polegała na tym, że w kadrze wytworzył się podział na tak zwaną warszawkę i resztę. A ja, chłopak z Gdańska, stałem pośrodku. Rozumiałem warszawkę, ale i kolegów z Piły, Białegostoku, Koszalina, Bytomia albo Chełmna. Andrzej czy Heniek Zatyka, ciężcy bokserzy ze stolicy, trochę tych pozostałych gnębili. Czuli się lepsi, a poza tym dobrze boksowali. Nie chodziło o jakieś skandaliczne traktowanie, ale wyśmiewanie się było na porządku dziennym.