NEWS
Ten szczegół zwrócił uwagę wielu
Tak wygląda miejsce spoczynku Edwarda Lubaszenki. Morze kwiatów i jeden przejmujący szczegół
Polska kultura pogrążyła się w żałobie po pożegnaniu jednego z jej najwybitniejszych przedstawicieli. Dziś odbyły się uroczystości pogrzebowe Edwarda Linde-Lubaszenki – aktora, którego kreacje na dekady zdefiniowały polskie kino i teatr. Choć ceremonia była pełna zadumy i wspomnień o wielkim kunszcie artysty, oczy wszystkich zebranych zwróciły się ku miejscu jego spoczynku.
Kiedy odchodzi ktoś taki jak Edward Linde-Lubaszenko, kończy się pewna epoka w polskim kinie, ale bez zbędnego patosu – po prostu znika facet, który miał w sobie rzadki miks klasy i luzu. Choć informacja o jego śmierci, przekazana przez syna Olafa krótkim „Żegnaj, Tato”, uderzyła w media 8 lutego 2026 roku, to warto wspomnieć go nie przez pryzmat nekrologów, a ról, które zna każdy z nas.
Linde-Lubaszenko nie był aktorem jednej twarzy. Starsze pokolenie pamięta go ze „Znachora” czy „Układu krążenia”, ale dla młodszych był przede wszystkim ikoną kina gatunkowego. To on nadawał sznyt produkcjom takim jak „Psy”, „Sztos” czy kultowy „Poranek kojota”. Miał w sobie to „coś” – niski głos i spojrzenie, które sprawiało, że nawet w rolach drugoplanowych kradł show. Nie potrzebował krzyczeć, żeby było go widać. Ostatnie lata nie były dla niego łaskawe pod względem zdrowotnym. Już w 2019 roku media obiegła wiadomość o jego pobycie w szpitalu, który początkowo wyglądał na poważne przeziębienie, a skończył się podejrzeniem gruźlicy. Mimo to, aktor rzadko skarżył się publicznie. Był człowiekiem starej daty – z tych, którzy wykonują swoją robotę do końca, nie robiąc wokół siebie zbędnego zamieszania.
Zmarł w wieku 86 lat. Zostawił po sobie dziesiątki ról i syna, który poszedł w jego ślady, kontynuując rodzinną tradycję na ekranie. I choć oficjalna przyczyna śmierci nie została podana do publicznej wiadomości, to w zasadzie nie ma to większego znaczenia. Ważniejsze jest to, że wraz z jego odejściem polskie kino straciło jeden z najbardziej charakterystycznych głosów, jakiego długo nie uda się podrobić.