NEWS
Kłęby dymu nad miastem
Gigantyczny pożar w Warszawie. Czarny dym widoczny z wielu kilometrów. Operator żurawia uwięziony
W środowe południe warszawska Białołęka stała się areną dramatycznej akcji ratowniczej. Ogień strawił elewację powstającego budynku mieszkalnego przy ulicy Laurowej, a strażacy przez ponad godzinę walczyli o życie pracownika uwięzionego na wysokości — w kabinie żurawia otoczonej gęstym, toksycznym dymem.
Styropian w ogniu
Osiemnaście zastępów na miejscu
Ewakuacja z wysokości
Co dalej?
Pożar wybuchł tuż po godzinie 13:00, gdy służby dyżurne odebrały zgłoszenie o zadymieniu w okolicach ulicy Modlińskiej. Płomienie zajęły styropianową izolację budynku i błyskawicznie rozprzestrzeniły się na odcinku około 40–50 metrów elewacji. Nad Białołęką – a wkrótce i nad innymi dzielnicami stolicy – uniósł się charakterystyczny, czarny dym, widoczny nawet z odległości ośmiu kilometrów.
Istotny szczegół: pożar wybuchł na terenie zamkniętego, ogrodzonego osiedla, którego budynki nie zostały jeszcze oddane do użytku, co ograniczyło zagrożenie dla okolicznych mieszkańców.
Większość pracowników ewakuowała się natychmiast po zauważeniu zagrożenia. Jeden z nich nie miał jednak takiej możliwości – operator żurawia, odcięty przez dym na wysokości, pozostał uwięziony w kabinie tuż przy płonącej ścianie.
Osiemnaście zastępów na miejscu
Skala pożaru wymusiła mobilizację wyjątkowo dużych sił. Pierwsze cztery zastępy dotarły na miejsce niemal natychmiast, kolejne pięć było w drodze — ostatecznie akcja zaangażowała łącznie 18 zastępów Państwowej Straży Pożarnej: jednostki JRG nr 1, 5, 7, 8, 9, 10, 11, 17 oraz JRG Akademii Pożarniczej. Akcją dowodził osobiście Zastępca Komendanta Miejskiego PSP m.st. Warszawy, bryg. Jakub Okólski. Na miejscu działały również Grupy Operacyjne Miasta i Województwa.
Strażacy prowadzili równoległe działania: gaszenie płonącego ocieplenia, zabezpieczanie sąsiednich obiektów przed przenoszącymi się iskrami oraz przygotowania do ewakuacji uwięzionego mężczyzny. Służby zaapelowały przy tym do mieszkańców, by nie zbliżali się do terenu budowy — zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i by nie utrudniać działań ratowniczych.