NEWS
[OPINIA] Przemysław Czarnek przymierza chłopską sukmanę. Na rocznicy “Solidarności” straszy Niemcami i uderza w rząd Czytaj więcej:
Gdzie szukać politycznego paliwa, gdy partia liże rany, a wiejski elektorat bywa kapryśny? Przemysław Czarnek zdaje się mieć gotową receptę. Podczas dzisiejszych (17 maja) obchodów 45-lecia powstania NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, były minister edukacji dwoił się i troił, by udowodnić, że to on jest dziś głównym trybunem ludowym prawicy. W jego wystąpieniu nie zabrakło wielkich słów o chrześcijaństwie, straszenia złą Unią Europejską i uderzania w tony, które mają na nowo rozpalić gniew polskiej wsi.
Obecność Przemysława Czarnka na rolniczych uroczystościach to wyraźny sygnał: polityk, który dotąd kojarzył się głównie z ideologicznymi wojnami w szkołach i na uczelniach, szeroko rozkłada skrzydła. Wieś to dla Prawa i Sprawiedliwości być albo nie być, a Czarnek doskonale wie, jak grać na emocjach tamtejszych wyborców.
Swoje wystąpienie Czarnek rozpoczął od sprawdzonych, historycznych nut, oddając hołd rolnikom walczącym z komunistycznym reżimem. Wskazywał na niezłomność prowincji i jej zakorzenienie w tradycji:
„Nie byłoby tej masowości ruchu solidarności, gdyby rolnicy nie podjęli decyzji o tym, żeby utworzyć swój ruch NSZZ Solidarność rolników indywidualnych (…) To co się działo przez kolejne lata to było uchronienie polskiej wsi przed skomunizowaniem”.
Szybko jednak okazało się, że historia to dla byłego ministra jedynie trampolina do ataku na obecną koalicję rządzącą. Płynnie przeszedł od lat 80. do malowania apokaliptycznego obrazu współczesnej polskiej wsi. Wykorzystując realne problemy – takie jak spadek opłacalności produkcji czy drastyczne rosnące koszty (jak sam wyliczał: energia dwukrotnie w górę, maszyny trzykrotnie) – Czarnek zaserwował słuchaczom klasyczną opowieść o oblężonej twierdzy.