NEWS
Polskie firmy na celowniku Rosji jako “potencjalne cele ataku”. Były oficer odpowiada na groźby Czytaj więcej:
Polskie firmy na celowniku Rosji jako “potencjalne cele ataku”. Były oficer odpowiada na groźby
Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało listę europejskich zakładów, które rzekomo produkują drony dla Ukrainy. Znalazły się na niej adresy w Tarnowie i Mielcu, a Dmitrij Miedwiediew nazwał je wprost potencjalnymi celami. Skomentował to dla nas profesor Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego, były oficer Marynarki Wojennej i ekspert ds. rosyjskiej myśli strategicznej.
Umieszczenie polskich zakładów na liście to klasyczna operacja psychologiczna mająca na celu zastraszenie europejskiej opinii publicznej
Wypowiedzi prominentnych rosyjskich urzędników należy traktować jako narzędzie wywierania presji, a nie realne zapowiedzi kinetycznych uderzeń
Polska musi niezwłocznie uruchomić oficjalne kanały dyplomatyczne w celu przekazania stanowczego protestu ambasadorowi Federacji Rosyjskiej
Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dokument wskazujący podmioty z ośmiu państw Europy, które mają stanowić zaplecze sprzętowe dla ukraińskiej armii. Zgodnie z wytycznymi Kremla, na terytorium Polski rzekomo funkcjonują dwa takie centra produkcyjne:
PZL Mielec, gdzie ukraińska firma Antonow miałaby budować drony uderzeniowe AN-196 Lutyj,
Zakłady Mechaniczne Tarnów, w których przedsiębiorstwo UkrSpecSystems miałoby montować bezzałogowce RAM-2X.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew niemal natychmiast określił wymienione fabryki mianem potencjalnych celów uderzeniowych dla rosyjskiej armii.
Profesor Piotr Mickiewicz interpretuje te działania jako standardowy mechanizm propagandowy, który nie powinien jednak prowokować paniki w Warszawie.
– Po pierwsze, jest to klasyczne działanie zastraszające, mające pokazać: mamy rozpoznanie, posiadamy własne systemy wywiadowcze, które pozwalają nam to zaprezentować. Wiemy, jak wygląda sytuacja, natomiast nie przesadzałbym z reakcjami na słowa eksprezydenta Miedwiediewa. To osoba, która w tej chwili bryluje w ostrych komentarzach, ale nie stoi za nią żadna siła.
Analizując wiarygodność komunikatów Kremla, badacz kładzie nacisk na realne wpływy polityczne osób wysuwających groźby, marginalizując pozycję byłego prezydenta. Jak zauważa profesor Piotr Mickiewicz:
– Formalnie pełni funkcję drugorzędną w systemie władzy w Moskwie, a wszyscy wiemy, że jest to osoba uzależniona od alkoholu. Pozostaje pytanie, w jakim stanie te słowa pisał.